Zajęta pakowaniem (z szaleńczym grymasem na twarzy) naszych niezliczonych toreb nie zauważyłam, że Hania wygrzebała lakier. Na szczęście była na tyle przytomna, żeby poprosić mnie o pomoc ("mama, pomaaaaluj mi paznokcieeee" x 100). Cierpliwości i czasu starczyło mi na jeden paluch, znaczy paluszek.