
Niczym niezwykłym jest listopadowa melancholia. Nurt wspomnień tak odległych, że nie mają początku ani końca. I tęsknota za tymi, których się kiedyś znało; lubiło czy kochało. Dziś, niemal tradycyjnie, wracam do miejsc i zapachów wyrytych w pamięci jak paszport do przeszłości. Liczę, że nastrój samo umartwiania przeminie, kiedy ostatni karton wyjedzie na Nowe i z oczu mych zniknie nieład "wyprowadzki".
