By nie dopuścić do głosu dzikiego szaleństwa, które odzywa się we mnie na widok mnóstwa niepotrzebnych rzeczy walających się obecnie po całym mieszkaniu, patrzę w niebo szepcząc "wytrzymaj". Potem do głowy przychodzi mi myśl, by zapakować wszystko w worki, wrzucić do auta, podjechać na pobliski bazar staroci i oddać handlarzom. No cóż...Na bazarze byłam....i nowy "szmelc" kupiłam.