Zanim zostaniemy rodzicami jesteśmy w stanie wyobrazić sobie nasze dzieci. Jak je nazwiemy, co będą nosić, jeść, kim zostaną i jakie cechy po nas odziedziczą. A na przykład nie wyobrażamy sobie dnia powszedniego. Stosu prania, który przy dzieciach rośnie w zastraszającym tempie, wiecznie porozrzucanych zabawek i odcisków palców na lustrze, szybie, monitorze. Ja, matka dwójki dzieci (to chyba czyni mnie bardziej doświadczoną) zauważyłam dziwne, acz wspaniałe zjawisko. W naszym domu (od niedawna co prawda) mimo obecności dzieci nie ma bałaganu! To znaczy kiedy jest wtedy jest, na przykład w trakcie zabawy :). I jest też taki rodzinny nieład, tu szklanka tam talerzyk, ale nie ma porozrzucanych zabawek. Tajemnica tkwi nie w tym, że dzieci się nie bawią, albo, że nie mają czym, a w tym, że starsze dziecko sprząta po sobie i swojej młodszej siostrze!. Nie wiem tylko, dlaczego starsze dziecko tak ma (nigdy nie naciskałam na to, żeby był jakoś szczególnie porządnicki). Może właśnie ten brak nacisku zrobił swoje?
P.S Delektując się dzisiaj cudownym słońcem w samej podomce postanowiłam uwiecznić się na chwilę przed ogarnięciem stosu prania, które urosło do rangi prania dzielonego na trzy: białe, czarne i dziecięce.