Jeszcze w zimie wymyśliłam sobie, że ukwiecę balkon. Skromnie i takimi kwiatami, które znane są jako żelazne (odporne na przesuszenia, przelania i inne karygodne zaniedbania). Na początku wiosny wpadła mi w ręce sadzonka róży nr 1 - Czerwona - była i jest okazem zdrowia. (Szybko się rozrosła i cieszy nienagannym ukwieceniem). Sadzonka róży nr 2 - Żółta - była okazem nędzy, (kiedy wkładałam ją do koszyka na przypadkowych zakupach myślałam sobie - "chyba ci nie pomogę, ale postaram się nie zaszkodzić"). Dziś rano moim oczom ukazał się niewiarygodnie pachnący, w pełnym rozkwicie kwiat soczyście żółtej róży. Jej zapach jest wielokrotnie silniejszy od Czerwonej. Nawet nie potrafię dobrać właściwych słów by go opisać. Nawet nie wiem czy się da.