niedziela, 15 września 2013
Max i Ruby o poranku
Przed rokiem, jeszcze w starym mieszkaniu "zainstalowaliśmy" telewizor. Nagle okazało się, że uwielbiamy wiele bajek, programów przyrodniczych i wyczekujemy kolejnego Kevina. Zostaliśmy oszukani i ograbieni z czasu. Na własne życzenie. Bo, telewizja to, krótko mówiąc - bagno. Od kilku miesięcy telewizor stoi w szafie, kabel od kablówki dynda swobodnie, mamy czas na czytanie, zabawę i wspólne wieczory spędzone na rozmowie. Własnie dotarło do mnie jeszcze, że nie pamiętam ani jednego programu o lwach, a w pamięci migają mi tylko jakieś urywki o baribalach. Głód ruchomego obrazu zaspokajamy odtwarzając bajki i filmy na przenośnym odtwarzaczu. Dziś w drodze wyjątku dzieci spędziły niedzielny poranek w takiej oto konfiguracji.