poniedziałek, 2 września 2013

Zapas plasteliny i kilogram dyni


Wakacje minęły, a z nimi zapach maciejki, smak placków ziemniaczanych, które z szaleńczą pasją smażyłam raz w tygodniu i upalne dni, za którymi nie będę tęsknić. Nisko wiszące dziś chmury zwiastują ukochaną jesień. Czekam na nią cały rok, jak niektórzy czekają na święta, albo urodziny. Niech pada, niech leje!, niech nawet szaleńczo wieje. Niewątpliwie wrzesień z wielką wprawą w równym stopniu kształtuje czas początków i przemijania. Jak co roku, dudni mi w duszy tęsknota. Jak co roku, wyprawiłam dziecko do szkoły i jak co roku, posegregowałam ubrania, dokupując nowe buty, bluzy i sweterki, zgromadziłam teczki plastyczne, książki, bibuły, filc i masę plastyczną. Poza tym "wyczaiłam" nową bibliotekę sąsiadującą z placem zabaw w uroczym zakątku osiedla Zatrasie. To dziwne, bo wkrótce minie rok odkąd tu zamieszkaliśmy, a ja nadal drałuję na "stare śmieci", a Żoliborz i okolice traktuję jako coś nowego, do czego trudno przywyknąć. I myślę sobie, że najpiękniejsze kasztany leżą tylko w Parku Szymańskim, a liście klonu wyłącznie w Sowińskim. Niech mnie ktoś wreszcie wyprowadzi z błędu...