czwartek, 19 września 2013

Popłakać na deszczu, to jakby nie płakać

Z nowinami szpitalnymi bywa tak: albo są dobre, albo takie sobie, albo złe. U mnie pojawiła się jeszcze jedna kategoria - takie, których przeboleć nie mogę. Bo niby nie są takie złe, (dobre też nie), ale nie mogę sobie prychać pod nosem fiu fiu, żeby uznać ja za takie sobie. Może garść jakiś dobrych tabletek na uspokojenie to nie jest wcale taki zły pomysł? Może wcale nie muszę znosić wszystkiego na trzeźwo i nie muszę udawać jaka jestem dzielna?
No cóż. Po wczorajszym maratonie szpitalnym, dziś marzy mi się głównie przytulanie, zabawa i kawał dobrego wypieku, najlepiej ze śliwkami.