Hania wstaje równo z Julkiem (grubo przed siódmą). Wyprawia go do szkoły, woła -PAAA! i krząta się wokół swoich spraw. (Ja w tym czasie krzątam się wokół moich). Po godzinie, albo dwóch, krąży z książką, czasem tuli misia, dając mi tym samym znak, że przyszła pora na poranną drzemkę. W jej usposobieniu jest taki spokój, taka stabilność i równowaga, którą mogę przypisać głównie cykliczności w codzienności.